Wrocławianin z wyboru


Eugeniusz Tomiczek

Grzeczność i pokora w komunikacji językowej

Okrągły jubileusz  Księdza Profesora Jana Kruciny, mojego Rodaka znad Olzy, znakomitego filozofa i teologa, byłego rektora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, przede wszystkim zaś wspaniałego kaznodziei i mówcy, który jako mistrz słowa pozostaje dla mnie niedoścignionym wzorem, jest sposobną okazją, aby podzielić się kilkoma refleksjami   ze współczesnej pragmatyki językowej, w szczególności z etykiety językowej w kontaktach między ludźmi. Jest bowiem rzeczą godną uwagi, iż współczesna socjolingwistyka, przede wszystkim zaś pragmalingwistka, sporo miejsca poświęca badaniom nad zjawiskiem językowej grzeczności w prawie wszystkich językach świata, w kontraście do innych języków, pod kątem interkulturowym. Na intensywność tych badań duży wpływ ma niewątpliwie wzrastające zapotrzebowanie społeczne, bowiem w ostatnich latach świat staje się coraz bardziej dostępny dla przeciętnego śmiertelnika, także z Polski, który po wakacyjnych, zagranicznych wojażach chętnie konfrontuje swe językowe nawyki i obyczaje z nowymi, poznanymi w krajach sąsiedzkich, lub wręcz w  krajach leżących na antypodach. Dowodem tego mogą być dwie publikacje pod redakcją warszawskiej polonistki Małgorzaty Marcjanik „Grzeczność nasza i obca” (Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2005) oraz „Grzeczność na krańcach świata” (Wydawnictwo Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2007), będące zbiorem prac napisanych przez autorów różnych profesji i zainteresowań: językoznawców, dyplomatów, dziennikarzy i podróżników, którzy podjęli trud odpowiedzi na pytanie, jakie miejsce zajmują polskie zachowania grzecznościowe werbalne i niewerbalne wśród zachowań grzecznościowych innych narodów. Obie książki cieszyły się olbrzymim zainteresowaniem na polskim rynku  wydawniczym i szybko zniknęły z półek księgarskich. Wśród badań nad grzecznością językową prym wiodą oczywiście badania nad pragmatyką użycia form adresatywnych, czemu nie należy się dziwić, bowiem formy adresatywne spełniają niezwykle ważną funkcję w komunikacji międzyludzkiej. Nadawca zwracając się do partnera interakcji wyraża intencję nawiązania dialogu, a często potem podtrzymania tego dialogu, przy czym nie jest dla niego i jego interlokutora obojętne, jakiej formy adresatywnej użyje. Wybór odpowiedniej formy adresatywnej informuje  bowiem o stosunku, jaki istnieje między nadawca a odbiorcą, oraz o stopniu dystansu lub poufałości (power semantic/solidarity semantic wg Brown/Gilman 1960) między partnerami. Wybór ten może być uwarunkowany aktualną do interakcji sytuacją (np. rozmowa prywatna : publiczna dysputa) oraz intencją nadawcy (komplementowanie, ale też i obrażanie kogoś). Zły wybór formy adresatywnej ze strony nadawcy – obojętnie czy dokonany świadomie czy też nie – prawie zawsze pociąga za sobą skutki społeczne, jak chociażby w formie reakcji werbalnej w stylu: Ja z panem krów nie pasałem! Nie jestem z panem na ty!

Mniej zbadana, a z pozycji socjolingwistycznej równie ciekawa jest pragmatyka użycia samookreśleń, czyli takich form językowych (zarówno pronomina jak i nomina), za pomocą których nadawca sam siebie określa wobec drugiej osoby/drugich osób, tworząc, a często narzucając partnerowi/partnerom określony stosunek do siebie. Najczęstszą formą samookreślenia jest oczywiście zaimek osobowy ja i/lub (w języku polskim) czasownik użyty w 1 osobie liczby pojedynczej: (ja) mówię, (ja) byłem itp., a także, co wydaje się na pierwszy rzut oka nielogiczne, zaimek osobowy my i/lub czasownik w 1 osobie liczby mnogiej: (my) mówimy, (my) byliśmy itp., kiedy nadawca mówi o sobie jako o jednym z wielu. W tym przypadku interesuje nas głównie liczba mnoga inkluzywna czyli ja + ty, ja + wy, my + ty lub my + wy, z wyłączeniem osób nie biorących udziału w interakcji (ekskluzywne: ja + on (ona, ono), ja + oni (one), my + on(ona, ono) oraz my + oni (one).Użycie liczby mnogiej w funkcji samookreślenia rozpatrywać można także jako zachowanie językowe nadawcy, które da się dobrze interpretować zarówno z pozycji semantyki władzy (siły) jak i semantyki solidarności (Brown/Gilman 1960). Jodłowski zalicza te formy do „form grzecznościowych w zastosowaniu osobowym”, a więc z jednej strony nieskromny pluralis maiestaticus, „z drugiej określenia, którym się mówiący uniża, oraz uskramniający pluralis modestia”(Jodłowski 1973 : 64). Ów pluralis maiestaticus (też pluralis majestatis) w stylu: My, Jan Kazimierz, z Bożej łaski król …, który przed wielu laty Aleksander Brückner (1916) nazywał nonsensem, co powstał z „obłędu wielkości”, jednocześnie da się zinterpretować z pozycji semantyki władzy, aczkolwiek inna była jego geneza. Jodłowski (1973) powołując się na innych historyków i badaczy stylistyki dworsko-towarzyskiej skłania się raczej ku bardziej racjonalnym przyczynom użycia tej formy liczby mnogiej. Według niego zaczęto ją stosować w dokumentach Cesarstwa Rzymskiego w III wieku naszej ery, a więc w czasach, kiedy władza sprawowana była kilkuosobowo (tzw. duumwiraty i triumwiraty). Z pragmatycznego punktu widzenia forma ta była wtedy nie tylko sensowna, ale i logiczna, i w znacznym stopniu bardziej solidarnościowa niż władcza (power semantic). Dopiero później, kiedy władza sprawowana była jednoosobowo, można by się zapytać, czy jej dalsze użycie przez możnych tego świata to przejaw pychy i próżności, czy też tylko zachowanie starego zwyczaju.

Semantykę solidarnościową natomiast zachował po dziś dzień autorski pluralis (pluralis auctoritatis) znany także jako pluralis skromności (pluralis modestiae), stosowany przez autorów tekstów naukowych lub popularno-naukowych w stylu: Dochodzimy do wniosku … lub Jak wykazaliśmy wyżej…, które Jodłowski nazywa objawem „dyskretnego taktu w stosunku do czytelnika, wobec którego nie chcemy uwydatniać naszej własnej osoby” (1973 : 65). Ten stary dobry obyczaj nie zawsze jest dziś przestrzegany. Spotyka się bowiem coraz częściej autorów prac naukowych, którzy formułują swe sądy w 1 osobie liczby pojedynczej, uzasadniając to tym, że tekst ten wyszedł spod ich pióra, i że w żadnej spółce autorskiej nie uczestniczyli. Ale już profesorski albo belferski pluralis w stylu Jak udowodniliśmy … lub Jak wszyscy wiemy …, któremu przypisuje się często także intencje grzecznościowe (pluralis modestia), nie jest tak jednoznaczny w interpretacji. Trzeba bowiem całkowicie zgodzić się z niemieckim socjolingwistą Arminem Kohzem (1982 : 65-66), iż na pozór nic nie znacząca parenteza, wypowiedziana mimochodem przez profesora w czasie wykładu Jak wszyscy wiemy może być interpretowana jako:

  1. a) pluralis życzliwości (pluralis benevolentiae), bowiem mówca nie zakłada, że jego słuchacze to wiedzą, lecz, że się dopiero uczą, jego zaś zadaniem jest służenie im swą wiedzą.
  2. b) pluralis skromności (pluralis modestia), gdyż mówca także nie zakłada, że jego studenci to wiedzą, ale też ich wiedzy nie wyklucza.
  3. c) pluralis wyniosłości (pluralis majestatis), gdzie mówca wychodzi z założenia, że jego słuchacze tego nie wiedzą, co oczywiście tylko on wie.

Taka interpretacja pociąga za sobą dalsze implikacje i może być rozumiana jako swego rodzaju pretensja ze strony profesora, iż jego studenci powoli powinni już to wiedzieć. Może też być także dobrą radą dla nich, by te wiadomości posiedli najpóźniej do egzaminu. Może wreszcie być groźbą wypowiedzianą pod ich adresem, iż bez tej wiedzy nie mają oni żadnych szans na egzaminie.

Jeszcze bardziej semantykę władzy ilustrować może z pozoru solidarnościowy pluralis w wypowiedzi nauczycielki do uczniów: Dzieci, dzisiaj będziemy pisać klasówkę. Solidarnościowy pluralis, bo sugeruje określoną wspólnotę komunikatywną, a mianowicie szkołę, nauczycielkę i jej uczniów, lecz relacja asymetryczna, jaka istnieje między nauczycielką a jej uczniami, wyraźnie wskazuje, kto tu dzierży władzę, i kto będzie wykonywał jej polecenia. Na ten temat istnieje sporo anegdot. Jedną z nich przytacza sam Jacob Grimm: „’Gdzie mamy nasze ćwiczenia? zapytał mnie pewnego rodzaju rektor … tutaj’ odpowiedziałem i pokazałem na czoło. ‘jesteśmy nieco zuchwali, zobaczymy.’ (do drugiego ucznia): ‘jesteśmy osłem.’ ja ze swej strony protestuję, odpowiedział ten całkiem lakonicznie a cała klasa pękała ze śmiechu”[1](Grimm 1866 : 259).

Liczba mnoga w samookreśleniu może być też użyta w celu osłabienia wypowiedzi i to najczęściej w aktach mowy (np. prośby, polecenia itp.), w których może wystąpić niebezpieczeństwo zagrożenia twarzy partnera (face threatening acta). Ma ona więc wyraźnie funkcję grzecznościową w języku, jak przykładowo w rozmowie ojca z synem:

Ojciec do syna: Musimy koniecznie umyć samochód!

Reakcja syna: Tak, masz rację. Zabierzmy się zaraz do roboty!

Odpowiedź ojca: Właściwie to ciebie chciałem prosić, żebyś to zrobił, bo ja mam jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia.

Wyrażając potrzebę umycia samochodu za pomocą inkluzywmej liczby mnogiej (ja + ty), ojciec uzyskał z pragmatycznego punktu widzenia dwa efekty. Pierwszy efekt to wywarcie pozytywnego wrażenia na syna poprzez wyraźną propozycję działania kolektywnego (solidarity semantic). Świadczy o tym natychmiastowa i oczywiście pozytywna reakcja syna. Efekt drugi to wysoka moc illokucyjna, jaką zawierała odpowiedź ojca na reakcję syna. Wobec wcześniej tak spontanicznie wyrażonej zgody dobrze wychowanemu synowi nie pozostaje nic innego, jak tylko zabrać się samemu do roboty, wpadł on bowiem w „semantyczną pułapkę” zastawioną przez własnego ojca. W tej sytuacji owe inkluzyjne ojcowskie my będzie niczym innym jak władczym pluralis maiestaticus.

Podobnie rzecz ma się z samookreśleniem w liczbie mnogiej używanej w funkcji adresatywnej w służbie zdrowia, np. przez pielęgniarki (lekarzy) wobec pacjentów w stylu: Jak się dziś czyjemy? Powszechność użycia tej formy klasyfikowanej przeważnie jako pluralis życzliwości (benevolentiae) sprawiła, że w Niemczech doczekała się własnej nazwy, a mianowicie Krankenschwesteranrede. Oczywiście z pragmalingwistycznego punktu widzenia formę tę można interpretować z pozycji semantyki solidarności, jak to przed laty zaproponował Armin Kohz (1982 : 68):

„wiem, że jesteś chory(a) i potrzebujesz pomocy;

pomogę ci;

twoja choroba jest także moją sprawą;

cierpię wraz z tobą;

jestem z tobą;”

Jednakże ma rację ten sam Kohz (1982 : 82), gdy dostrzega w użyciu tej formy adresatywnej realne niebezpieczeństwo obrażenia pacjenta, ponieważ może ona być przez niego odebrana jako chęć poniżenia, a w najlepszym razie traktowania go niczym dziecko. Niebezpieczeństwo to stwarza bowiem chwilowa asymetria miedzy pielęgniarką a pacjentem na szpitalnej sali. Ta asymetria dopuszcza bowiem także zgoła odwrotną interpretację, iż pielęgniarka nie tyle solidaryzuje się z pacjentem, co raczej formą tą chce zaakcentować swą wyższość, swą władzę, on zaś bezbronny, jest wyłącznie skazany na jej władzę. Dlatego z całą pewnością żadna pielęgniarka, ani żaden lekarz nie zaryzykują użycia tej formy wobec na przykład pacjenta w randze ministra. Ryzyko popełnienia językowego faux-pas wzrasta bowiem wraz z wysoką pozycją społeczną pacjenta.

O pluralis benevolentiae możemy z całą pewnością mówić w przypadku matki, która zwraca się pieszczotliwie do swego malucha słowami:

Najpierw zjemy śniadanko, a potem pójdziemy umyć ząbki.

W kręgach rodzinnych, gdzie mimo jednoznacznych relacji asymetrycznych ( rodzice : dzieci), zarówno formy adresatywne jak i samookreślenia rozpatrywać trzeba prawie wyłącznie z pozycji semantyki solidarności. Rzecz ciekawa, że oprócz pluralis benevolentiae jako samookreślenia chętnie stosowane są formy nominalne (nazwy pokrewieństwa lub imiona) w kongruencji z czasownikiem w 3 osobie liczby pojedynczej jak przykładowo:

Matka do dziecka: Mamusia ci coś ładnego kupiła.

Babcia do wnuczka: Chodź Jasiu, babcia cię przytuli!

Zaś gdy mały Jasio, przywykły do takiego sposobu zwracania się do niego, pewnego razu tupnie nóżką i powie: Jasiu nie pójdzie jeszcze spać!, to wtedy wszyscy naokoło zgodnie stwierdzą, że zachował się on niezbyt grzecznie.

Trudno natomiast w aspekcie grzecznościowym, za to na pewno w kategoriach semantyki władzy, mówić o użyciu jako samookreślenia tytułu z racji sprawowanego urzędu lub piastowanej godności. Pól biedy, jeśli tak o sobie powie głowa państwa albo dajmy na to duchowny w randze arcybiskupa metropolity, jak np. Wasz prezydent (biskup) wam to mówi. Jeśli jednak w podobny sposób powie o sobie osoba sprawująca niewielki urząd lub wykonująca niewysoką funkcję, np. Wasz nauczyciel (proboszcz) wam to mówi., zabrzmi to z całą pewnością bardzo patriarchalnie i w dzisiejszych czasach mało elegancko.

Mówienie o sobie w sposób wywyższający było zawsze niezgodne z etykietą językową europejskiej sfery. Jeszcze bardziej surowe reguły obowiązują w językach wschodnioazjatyckich. Jodłowski (1973 : 64) podaje za innymi badaczami, iż w języku chińskim zaimek 1 osoby wyparty został przez wyrażenia typu: maleńki młodszy brat, nędzna osoba, głupiec. Podobnie jest w języku japońskim i koreańskim, gdzie użycie zaimka w 1 osobie jest mało uprzejme i dlatego stosuje się uskramniające formy nominalne typu mały człowiek, sługa, niewolnik itp. Dlatego nie dziwmy się, iż autor doskonałego podręcznika do nauki języka japońskiej „Mówimy po japońsku”, rodowity Japończyk, Naoya Fujita, już na samym początku tego samouczka zdradza polskiemu użytkownikowi trzy sekrety pomocne w opanowaniu języka japońskiego: „być grzecznym, być pokornym, pamiętać o dopasowaniu się do czasu, miejsca i sytuacji!” (Fujita 2003 :  21).

Jak się wydaje, daleko nam do wschodnioazjatyckiej grzecznościwej czołobitności i pokory wobec naszego rozmówcy. Niemniej jednak trochę nam z dawnej sarmackiej grzeczności i uniżoności pozostało. W dalszym ciągu do dobrego tonu należy wymienianie najpierw osoby drugiej a potem siebie w stylu: ty i ja, nie zaś ja i ty, mój szef i ja, broń Boże ja i mój szef. Zaś we współczesnej poprawnej polszczyźnie nadal obowiązuje  żelazna zasada, iż nawet w gronie przyjaciół mówienie o osobie uczestniczącej w rozmowie z pomocą zaimków on albo ona np. Proszę, podaj jej cukier! zamiast Proszę, podaj Krystynie cukier! jest wielce naganne, ale to już  temat na inną okazję.

Literatura

Brown, R./Gilman, A. (1968): The Pronouns of Power and Solidarity, w: J. Fishman (ed.), Language and Social Context, s. 252-282

Brückner, A. (1916): TY-WY-Pan. Kartka z dziejów próżności ludzkiej, Kraków

Fujita N. (2003): Mówimy po japońsku. Przekład polski Anna Śledzińska, Warszawa

Grimm J.(1866): Über den personenwechsel in der rede, w: Grimm J. Kleinere Schriften. t. III. Neudruck Hildesheim 1965, s. 236-311

Kohz, A. (1982): Linguistische Aspekte des Anredeverhaltens.Untersuchungen am Deutschen und Schwedischen (=Kommunikation und Institution 5), Tübingen

Marcjanik M. (ed.)(2005): Grzeczność nasza i obca, Warszawa

Marcjanik M. (ed.)(2007): Grzeczność na krańcach świata, Warszawa

Tomiczek, E. (2007): Regeln unreflektierter Höflichkeit, w: Sprachlust-Norm-Kreativität. Materialien der internationalen Linguistenkonferenz Karpacz 12.-14. 09. 2005 (ed.) L. Cirko i M. Grimberg, Dresden-Wrocław, s. 221-228

[1] Przekład z niemieckiego – E. T.